Nie mam zamiaru już dłużej ciągnąć tak s
Biznes, który odziedziczyłem po dziadku, jest strasznie nieopłacalny ! Wiem, że biznes kaletniczy za jego czasów był naprawdę niezłym, wręcz złotym biznesem. Niemniej teraz gdy komuś popsuje się torebka, to zawsze ją wyrzuca i kupuje sobie nową. Nie widzi potrzeby oddawania ją zakładowi do naprawy, a tym bardziej dawania takich pieniędzy, jakie byłyby wymagane. Już mnóstwo razy miałem przykre rozmowy dotyczące cen, bo niektórym się wydaje, iż powinna być to kwota nie wyższa niż u krawca, gdy montują nowy zamek błyskawiczny lub zawężają spodnie. Nie wiedzą, ile pracy i wysiłku trzeba włożyć w to, by wystawiona na widok publiczny kosztowna torebka nie miała ani jednej skazy wskazującej na to, iż była niegdyś reperowana czy szyta...
Zostałem na ten biznes niejako skazany. Firmę dziadka miał odziedziczyć ojciec, który jakoś umiał się w tym wszystkim znaleźć. Był do tego przyuczany, skończył odpowiednią szkołę i najważniejsze - od zawsze chciał to robić. Mało tego - matka kochała projektować torebki, które następnie razem szyli i robili.
Mnie ten temat absolutnie nie interesował. Zawsze chciałem być budowniczym i moje zdanie na ten temat się nie zmieniło. Smutny zbieg okoliczności sprawił jednak, że ojciec zmarł przed dziadkiem, który nigdy się z tą stratą nie pogodził. Ostatecznie w testamencie zapisał wszystko na mnie, ale nie miał ku temu przekonania. Ja też. I oboje mieliśmy rację - nie potrafię prowadzić tej firmy tak, by przynosiła zyski. Mało, że osób zainteresowanych i tak jest niewiele, to jeszcze ja osobiście ich jakoś bardzo nie umiem namówić do tego, że się opłaca. Dziadziuś roztkliwiał się nad każdą przyniesioną torebką, herbatką poczęstował, zagadał, stworzył więź i nagle przeciętna torebka urastała do rangi symbolu młodości, miłości czy historii rodziny. Przez to
Zostałem na ten biznes niejako skazany. Firmę dziadka miał odziedziczyć ojciec, który jakoś umiał się w tym wszystkim znaleźć. Był do tego przyuczany, skończył odpowiednią szkołę i najważniejsze - od zawsze chciał to robić. Mało tego - matka kochała projektować torebki, które następnie razem szyli i robili.
Mnie ten temat absolutnie nie interesował. Zawsze chciałem być budowniczym i moje zdanie na ten temat się nie zmieniło. Smutny zbieg okoliczności sprawił jednak, że ojciec zmarł przed dziadkiem, który nigdy się z tą stratą nie pogodził. Ostatecznie w testamencie zapisał wszystko na mnie, ale nie miał ku temu przekonania. Ja też. I oboje mieliśmy rację - nie potrafię prowadzić tej firmy tak, by przynosiła zyski. Mało, że osób zainteresowanych i tak jest niewiele, to jeszcze ja osobiście ich jakoś bardzo nie umiem namówić do tego, że się opłaca. Dziadziuś roztkliwiał się nad każdą przyniesioną torebką, herbatką poczęstował, zagadał, stworzył więź i nagle przeciętna torebka urastała do rangi symbolu młodości, miłości czy historii rodziny. Przez to
Adres www: http://86.31.24.24



